Warszawa nie boi się Berlina
Czy Lotnisko Chopina powinno obawiać się konkurencji ze strony nowego portu lotniczego BBI w Berlinie, który w 2012 r. ma przejąć ruch z obecnie funkcjonujących lotnisk Tegel i Schoenefeld? W mojej opinii nie ma powodów do obaw. To nie lotniska generują ruch, tylko rynek i atrakcyjna oferta przewoźników. Samo wybudowanie pasa startowego i terminala nie wystarczy.
W ocenie potencjału nowego portu w Berlinie kluczowe znaczenie ma fakt, że Lufthansa, czyli najważniejszy gracz na rynku nie zamierza wykorzystywać go jako swojego następnego hubu (czyli portu przesiadkowego). A bez silnej obecności mocnego przewoźnika sieciowego nie ma szans na dynamiczny rozwój i poszerzanie strefy oddziaływania lotniska.
Przepustowość BBI będzie niewiele większa niż łączna przepustowość obecnie funkcjonujących portów, a te dziś przecież nie stanowią dla nas znaczącej konkurencji. Zresztą Berlin pod tym względem wcale nie będzie dużo lepszy od Warszawy. Po zakończeniu planowanych inwestycji na Lotnisku Chopina i uruchomieniu lotniska w Modlinie będziemy mogli łącznie obsłużyć podobną liczbę pasażerów.
Można się też spodziewać, że nowy port będzie znacznie droższy od polskich lotnisk. Władze Niemiec rozważają wprowadzenie nowego podatku transportowego dodawanego do ceny biletu. Jak sądzę nie tylko nie pomoże to w rozwoju, ale może nawet spowodować ucieczkę z Berlina linii lotniczych i pasażerów i szukanie tańszych ofert w zachodniej Polsce. Zwłaszcza, że już dziś dojazd do nich nie jest problemem. Przykładem może być lotnisko w Szczecinie-Goleniowie, do którego już teraz ok. 8 proc. pasażerów korzysta dojeżdżając wcześniej z terenu Niemiec.
Tymczasem Lotnisko Chopina w Warszawie od ubiegłego roku prowadzi konsekwentną politykę obniżania opłat lotniskowych i dziś należy pod tym względem do czołówki portów lotniczych w regionie. Szczegółowa analiza kosztów przy wykorzystaniu niezależnego narzędzia udostępnianego na stronie www.airportcharges.com jednoznacznie wskazuje, że wśród porównywalnych portów lotniczych Europy Środkowej (tj, Pragi, Budapesztu, Wiednia i Berlina) nasze lotnisko pobiera najniższe opłaty.
W tej sytuacji trudno uwierzyć, że mieszkańcom Warszawy lub jej okolic będzie się chciało jechać kilka godzin pociągiem lub samochodem, żeby odlatywać z droższego lotniska w Berlinie. To się nie opłaca nie tylko czasowo, ale również ekonomicznie.
Oczywiście konkurencja na rynku jest bardzo ważna. Mobilizuje nas do pracy i jeszcze większego wysiłku w zapewnianiu coraz lepszej oferty naszym klientom. Ale obawy, że otwarcie BBI może zasadniczo zmienić sytuację na polskim rynku lotniczym są, moim zdaniem, nieuzasadnione.
Michał Marzec
Dyrektor Lotniska Chopina w Warszawie
Felieton opublikowany również w "Dzienniku Gazecie Prawnej" 9 listopada 2010 r.
Tak
Tak

